Przejdź do treści

Piotr

Położył się Piotr. Ale długo nie mógł zasnąć. Od wczoraj niewiele jadł, w sumie do dzisiejszego wieczoru. Najpierw czuł się podle. Zaparł się, stchórzył. Wstyd. Obciach. Wszyscy pozostali apostołowie zapewne go obgadują. To prawda, że wszyscy zwiali poza gówniarzem, ale jednak to ON się zaparł. No dobra, wieczorem jednak zjadł kolację, choć i tak żołądek podchodził mu do gardła. Ale wykalkulował sobie to tak: umarł. I koniec. A skoro umarł, no to był oszustem. A zatem w sumie nic złego nie zrobił. Nie dał się zabić wraz z oszustem. To nawet oznacza więcej – jest mądry i rozsądny. Żal tylko straconych 3 lat. Cholera. Ciekawe, czy teraz mimo wszystko i tak nas nie zabiją. Ale nie, po co? Umarł. Leży w grobie. To wystarczy, żeby dali mi spokój. W końcu nikt już za Nim nie pójdzie. Nie stanowi zagrożenia. Może był prorokiem. I tyle. Ale w sumie to tak na pół gwizdka. Mówił, że trzeciego dnia… Kurde, no tak. Co one znowu wymyśliły? Zawsze wiedział, że kobiety są rozegzaltowane, że opowiadają bajki, plotkują. Ileż mądrości w tym, że nie pozwala się im zabierać głosu na zebraniach. Rozemocjonowane, naiwne… Zapewne miały przewidzenia. Jest noc, kiepsko widać. Musiały zbłądzić, poszły do innego ogrodu, pod jakiś pusty, niezajęty jeszcze grób. Najpewniej tak.
Boże, głowa coraz cięższa, a sen nie przychodzi.
A jeśli… Znów żołądek podszedł mu do gardła. Wtedy wtopa na całej linii… zaparłem się. Ostatni czas myślałem o tym, że On mi ufa, mówił, że jestem Skałą, że mam przewodzić wspólnocie. Przepadło. Zapewne gówniarz dostanie tę rolę. Wytrwał do końca pod krzyżem. Boże, dlaczego ten młokos ma w sobie tyle siły i odwagi.
Ale Nauczyciel nie jest taki. Nie, nie. Przeproszę Go. Padnę do nóg. Będę płakał. Wybaczy mi. No trudno, ale nawet jeśli ktoś inny będzie przewodził wspólnocie, nie no, jeśli On jest Mesjaszem…przeproszę. Mam honor. Nie jestem godny już przewodzić wspólnocie. Taka prawda. Sam odmówię. Tak będzie lepiej. Ale muszę Go przeprosić. Czy wybaczy?
Poczuł jakiś ścisk w jelitach i jakby ktoś położył mu coś ciężkiego na klatce piersiowej. Wybaczy.
Sam mówił, że nie tylko siedem ale siedemdziesiąt siedem razy. Jeśli żyje, to nie jest oszustem, a jeśli nie jest oszustem, to musi być wierny swoim słowom.
Kręci mi się w głowie.
Powoli zapadł w krótki sen.
Ktoś puka. Otworzył oczy. Świta. I znów ten ścisk w żołądku. Sen na chwilę zabrał napięcie, by znów pozwolić mu wrócić wraz z porankiem.
Kto tam?
– Piotrze, jesteś tam? Otwieraj, szybko!!!
Młokos…
To będzie trudny dzień.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.