Przejdź do treści

Strumienie wody żywej, czyli kilka słów o bierzmowaniu

Last updated on 15 marca 2021

16 lat temu, 12 marca przyjęłam sakrament bierzmowania. Pamiętam ten dzień, gdyż był dla mnie ważny. Przygotowywałam się do niego i mówiąc o przygotowaniu nie mam na myśli tego formalnego przygotowania, które było w parafii. Chociaż w nim także brałam udział. Myślę jednak o osobistym przygotowaniu. Ci, którzy śledzą moje teksty, wiedzą już trochę na temat mojej drogi z Bogiem w Kościele z wpisów: „Trzeba zacząć od początku” oraz „Sakrament radości”. Mówiąc w skrócie, czas końca szkoły podstawowej i gimnazjum, był dla mnie etapem podejmowania decyzji, czy chcę być chrześcijanką i czy chcę być chrześcjanką w Kościele katolickim. Był czasem wielu pytań i szukania odpowiedzi.

To będzie dłuższy wpis, bardziej artykuł. Chcę w nim poruszyć problem przygotowania do bierzmowania. Zarówno od strony pozytywnej: jak to by mogło wyglądać (nie wnikając jednak w szczegóły, to bardziej zarys na podstawie własnego doświadczenia), ale również jak to niestety zbyt często wygląda. Mam świadomość, że ten tekst będzie słodko-gorzki, ale chyba czasami tak trzeba, również dla dobra. Skoro sam anioł z Apokalispy podał św. Janowi słodką jak miód, a jednocześnie palącą swoją goryczą książeczkę, spróbuję zrobić coś podobnego. Jeśli efekty gorzkości będą słodkie, tekst spełni swoje zadanie.
Nie będę kolejny raz pisać o tym, co czytałam w tym czasie i jakich wyborów dokonywałam, bo zrobiłam to szerzej w poprzednich wpisach, które wyżej wspomniałam. Na pewno podchodziłam do sakramentu bierzmowania jako do momentu decyzji o wyborze Kościoła katolickiego, a nie innej chrześcijańskiej wspólnoty. Jako że miałam w tamtym czasie stałego spowiednika, zaproponował mi on, abym w trakcie tzw. triduum przed bierzmowaniem, które mieliśmy w parafii, więcej modliła się indywidualnie o przyjście Ducha Świętego. Ta modlitwa była oparta o rozważanie rozdziałów 14-16 Ewangelii według św. Jana.

Jeśli czytasz te słowa, a aktualnie przygotowujesz się do sakramentu bierzmowania, proponuję Ci taki pomysł. Trzy dni przed przyjęciem bierzmowania, możesz poświęcić na rozważanie tych trzech rozdziałów. Czytaj je i módl się, aby Ojciec dał Ci tego Ducha Świętego, którego Jezus objawia aposotołom. Ducha Pocieszyciela… Rozważaj, co znaczy słowo Paraklet. Pocieszyciel, ale i Obrońca. Proś, by dał Ci Ducha Świętego, który będzie pocieszał Cię i umacniał, który będzie Twoim obrońcą. Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? (Rz 8, 33-34). Bóg nie jest Twoim oskarżycielem, Bóg jest Obrońcą. Duch Święty jest obrońcą. Oskarżycielem jest szatan. On nas dniem i nocą oskarża przed Bogiem (por. Ap 12, 10), nieustannie przypominając Bogu nasze grzechy. A nasza nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5, 5). Tak, Duch Święty daje nam łaskę uświęcającą, dzięki której trwamy w miłości Boga. A kiedy trwamy dzięki Niemu w Bożej miłości, nasze przeszłe grzechy nie mogą już być podstawą naszego potępienia. Duch Święty jest wtedy naszym obrońcą.

Módl się o Ducha Prawdy, aby pomagał Ci zawsze trwać w Prawdzie. Prawdzie o Bogu i prawdzie o Tobie. W szczerości serca. Abyś nigdy nie czuł się sierotą, opuszczonym przez Boga. Aby Duch Święty zawsze Cię wypełniał. Módl się, aby Duch Święty prowadził Cię do poznania i pokochania Boga coraz bardziej. I żeby zabierał Twój lęk i dawał Ci pokój. Proś o trwanie w miłości Jezusa i o siłę do dawania świadectwa o Jezusie. O Ducha, który da Ci siłę, przekonywać Cię będzie zawsze o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. Ducha, który jest tak cenny, że Jezus powiedział, że pożyteczne jest to, by On odszedł do Ojca. Właśnie dlatego, by Duch mógł przyjść! Proś, aby ten Duch wziął z tego, co ma Jezus i objawił Tobie. Po prostu módl się tymi słowami, co Jezus w Wieczerniku. Uczyń je swoimi. Proś z wiarą. Proś o Ducha Świętego, wierząc, że On naprawdę przyjdzie do Ciebie w dniu bierzmowania z wszystkimi darami, jakimi Bóg chce Cię obdarzyć. Otrzymałeś już ich zadatek w chrzcie. Teraz Bóg chce Ci dać pełnię. Chce złożyć w Twojej duszy skarb. Będziesz go odpakowywał całe swoje życie, bo niekoniecznie od razu doświadczysz wszystkich darów. Ale właśnie wtedy je otrzymasz.
Oczywiście to tylko moja propozycja. Możesz modlić się też inaczej, na przykład korzystając z Hymnu do Ducha Świętego, z litanii, z przeróżnych modlitw Kościoła, w których wzywamy Trzecią Osobę Trójcy Przenajświętszej. Ale proszę Cię o jedno – potraktuj swoje bierzmowanie poważnie. Przystąp do naprawdę porządnej, szczerej spowiedzi przed bierzmowaniem. Wierz, że naprawdę otrzymasz dar Ducha Świętego. Ten sam, jaki otrzymali apostołowie w dniu Pięćdziesiątnicy. Jest jeden pewny dar, który otrzymamy zawsze, kiedy będziemy się o niego modlić. Jezus mówi o tym wprost: Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk 11, 13).

To ten sam dar, który otrzymał setnik Korneliusz. Jesteś tak samo niegodny jak Korneliusz. Na tym polega dar Boży, że jest DAREM. To nie zapłata, ani nie nagroda. To dar. A dar jest zawsze dany darmo, za nic, bez żadnej Twojej zasługi. Jest dany, bo ktoś go postanowił Ci ofiarować. Chrześcijaństwo jest religią daru. Religią zbawienia danego za darmo. O tym słyszysz w dzisiejszym fragmencie Listu do Efezjan: Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2, 8-10).
To nie działa w ten sposób, że dary Ducha Świętego otrzymujemy, bo jesteśmy dobrzy. Ci lepsi otrzymają więcej, a ci gorsi mniej. Taka logika jest powszechna wśród chrześcijan ale to nie jest nauczanie Kościoła. Grzesznicy, jak święty Piotr czy Paweł, otrzymali wiele darów od Ducha Świętego. Myślę (tak nieco na marginesie), że dlatego mamy taką trudność ze zrozumieniem Kościoła, bo skoro widzimy w nim rzeczy dobre, to automatycznie zakładamy, że ci, którzy je czynią, sami są dobrzy i bezgrzeszni. Zachowujemy się jak tłum w Listrze, gdzie imię Jezusa przez usta św. Pawła (to właściwa kolejność) uzdrowiło kalekę. Tłum chciał złożyć ofiarę Pawłowi i Barnabie, ale ci powstrzymali ludzi przed tym bałwochwalstwem (por. Dz 14, 12-15). My zachowujemy się podobnie i dlatego jesteśmy bardzo zaskoczeni, gdy dowiadujemy się o tym, że ktoś kto zrobił w Kościele rzeczy wielkie i piękne, jest też bardzo grzeszny. Zapominamy, że to nie on, ale Duch Święty wtedy w nim działał. Że był narzędziem, tworzącym piękne dzieła z racji na rękę, która się nim posługiwała, a nie na genialność i cudowność narzędzia. Oczywiście, mamy pełnić dobre czyny – św. Paweł mówi, że do tego zostaliśmy stworzeni, a nie do grzechów. Grzech może sprawić, że w pewnym momencie już nie będziemy zdatni na narzędzia, tak obrośniemy rdzą. To wszystko prawda, św. Paweł przestrzega przed opacznym rozumieniem jego słów w Liście do Galatów (por. Ga 5). Ale kiedy przyjmujemy sakrament bierzmowania, nie możemy bać się prosić Boga o pełnię Jego darów, nawet jeśli czujemy się ich niegodni.

To była ta słodka część mojego wpisu. A teraz kilka gorzkich obserwacji.

  1. Nie rozumiem, dlaczego tak niepoważnie podchodzimy do sakramentu bierzmowania w praktyce duszpasterskiej. Przepraszam, jeśli w tej chwili czytają to ci księża, liderzy, katecheci, którzy postępują inaczej. Wiem, że tacy są. Ogólnie odbieram jednak przygotowanie do bierzmowania jako porażkę. Nie wykorzystujemy okazji, którą mamy. Mamy młodzież w sytuacji sakramentalnej, w dodatku absolutnie nieobowiązkowej. W wieku decyzji. Właśnie, może to jest problemem, że infantylizujemy tę młodzież? Kiedyś, opowiadając o tym, co czytałam w gimnazjum, jak się przygotowywałam do bierzmowania, ale wcześniej do własnego wyboru bycia w Kościele lub poza nim, usłyszałam, że to jest trudne. Że to za wczesny wiek. Że nie każdy. Serio?! Dziś zaczęłam czytać książkę „Ogień i woda”. Zarówno ks. Porosło, jak i Marcin Zieliński, mówią, że właśnie w takim mniej więcej wieku, działy się kluczowe rzeczy dla ich wiary. Poznałam trochę osób zaangażowanych w Kościele. I spora część z nich (choć wiadomo, że nie wszyscy!) szukała odpowiedzi na najważniejsze życiowe pytania właśnie mniej więcej w tym wieku: 12-16 lat. Rozumiem, że czytanie traktatów teologicznych kard. Ratzingera albo encyklik Jana Pawła II, to może być materiał zbyt trudny, ale głoszenie kerygmatu? Mówienie o podstawach historii Kościoła? W moim gimnazjum było kółko polonistyczne (tzw. fakultet), na którym dobrowolnie poszerzaliśmy swoje wiadomości. Sporo treści to była filozofia. Wtedy wraz z innymi koleżankami i kolegami z klasy czytałam „Świat Zofii” Jostein Gaarden (skądinąd polecam tę lekturę, w przystępny lekki sposób wprowadza w świat filozofii, nakreślając główne nurty). Czy ludzie zdolni do analizy poważnych tekstów literackich (do konkursu polonistycznego wymagano znajomości „Dżumy” czy „Austerii”), nie są zdolni do przeczytania Didache? Do tego by zapoznać ich z świadectwami męczenników, pokazać historyczne korzenie naszej wiary? Dogłębnie ogłosić im kerygmat, a potem wprowadzić w katechizmowe podstawy sakramentologii i moralności (w takiej, a nie odwrotnej kolejności!). Nie kupuję tego. Naprawdę. Młodzież jest naprawdę zdolna, tylko trzeba w nią uwierzyć i jej pomóc. Gdyby mi nie polecono tej czy innej książki, to po prostu bym się o niej nie dowiedziała i jej nie poznała. Nie moja to zasługa.
  2. Kerygmat, sakramentologia i podstawy teologii moralnej. Tak powinno moim zdaniem wyglądać przygotowanie do bierzmowania. Zamiast szczegółowej analizy jakichś teologicznych kwestii związanych z Duchem Świętym albo wspólnotą Kościoła, powinniśmy zaprowadzić młodych ludzi pod wybór Chrystusa na swojego Pana i Zbawieciela i wybór Kościoła katolickiego, jako własnej wspólnoty. Mamy często do czynienia z ludźmi, których wiara jest naprawdę w zalążku. To już nie jest normą, że ludzie wychowują się w katolickich rodzinach, że praktykują. Niestety jest z tym coraz gorzej. A szansa, jaką mamy, zostaje zbyt często zaprzepaszczona. W książce o. Tomasza Gałuszki OP „Odnowa w łasce”, czytamy że Tomasz z Akwinu, wyraźnie mówił, żeby udzielać sakramentu bierzmowania osobom w stanie łaski uświęcającej. I że jest to sakrament wieku dojrzałego. Albo więc wróćmy do praktyki znanej kiedyś i obecnej do dziś na Wschodzie, udzielania tego sakramentu wraz z chrztem, a następnie mocno akcentujmy odkrywanie w sobie złożonych wtedy darów Ducha Świętego, albo potraktujmy ten sakrament poważnie. To nie może być uroczyste pożegnanie z Kościołem. Jeśli zaświadczamy, że młodzież jest godna przyjąć ten sakrament, a wśród stojących przed nami, jest kilku, którzy dzień czy dwa temu z uśmiechem odeszli od konfesjonału, śmiejąc się z tego, co właśnie zataili, odgrywamy szopkę. Jeśli po ten sakrament przychodzi człowiek, który na codzień jest obwieszony symbolami satanistycznymi i nie wynika to tylko z bezrefleksyjnego słuchania specyficznej muzyki, coś jest mocno nie tak.

Mam wrażenie, że to, o czym kiedyś pisał abp Ryś jest jakimś wołaniem na puszczy. Ale cóż, skoro raz się rozległo, może wiele razy echo musi je powtórzyć: „Osobiście nie chciałbym być proboszczem, który podczas liturgii sakramentu bierzmowania staje przed biskupem, by odpowiadać na jego pytania. Biskup pyta: Czy młodzież ta wie, jak wielki dar otrzymuje w tym sakramencie i czy przygotowała się należycie do jego przyjęcia? A proboszcz wobec całej parafii, czyli wobec Kościoła, mówi: Jestem przekonany, że wszyscy przygotowali się do bierzmowania. Bierzmowanie nie jest prywatnym przedsięwzięciem tej pięćdziesiątki młodych ludzi, ale wydarzeniem w prafaii. Nie do końca rozumiem, jak ten sam proboszcz miałby potem powiedzieć, że właśnie udzielono jego młodzieży sakramentu „pożegnania z Kościołem”. No, albo-albo” (Ryś G., „Kościelna wiosna”, rozdz. I Jak wierzyć w Kościele, wyd. Znak, Kraków 2013, str.26). Polecam bardzo całą tę książkę, a zwłaszcza wspomniany rozdział.

  1. Uważam, że należy podkreślać młodzieży, ale i rodzicom, że bierzmowanie to nie jest obowiązek. O tym również pisze abp Ryś we wspomnianej książce. Ani do przyjęcia sakramentu małżeństwa. Ani nie jest to konieczność do zbawienia. Łaska uświęcająca jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Nie bierzmowanie. I że lepiej przyjąć je godnie we wcześniejszym lub późniejszym wieku, niż traktować magicznie.
  2. Jestem przekonana, że gdybyśmy poważniej potraktowali przygotowanie do bierzmowania, a ludzie, którzy je przyjmują, chcieliby tego i spełniali minimum warunków, mielibyśmy w Kościele mniejszy problem z charyzmatami. Dary i charyzmaty Ducha Świętego są darmo dane. Nie zależą od naszej świętości, najwyżej od stanu łaski. Raz po raz słyszę kogoś, kto mówi, że doświadczył tzw. chrztu w Duchu Świętym poza Kościołem katolickim. Albo w nim, ale na takiej czy innej modlitwie o wylanie darów Ducha Świętego. Oczywiście, że tak może być. Ale w przypadku katolików to najczęściej po prostu większe otwarcie się na dary złożone w sakramencie bierzmowania. Otwarcie takie może być w naszym życiu wielokrotnie (w tym temacie polecam książkę o. Gałuszki „Odnowa w łasce”). To nie tak, że każdy doświadczyłby tego w chwili bierzmowania, gdyby tylko był bardziej otwarty. No nie. Duch wieje tak, jak chce. I kiedy chce. I każdemu udziela tak, jak chce. Bez żadnej zasługi. A charyzmaty nie świadczą o większej świętości tych, którzy je otrzymują. Mam jednak w sercu głębokie przekonanie, że gdybyśmy bardziej przygotowali młodzież przez przyjęcie kerygmatu i otwarcie się na dary Ducha Świętego, przypadki otrzymania takiego, czy innego daru lub charyzmatu w czasowym powiązaniu z sakramentem bierzmowania byłyby o wiele częstsze. Wówczas też byłoby mniej kłopotów, gdy słyszymy argumenty: no, ale na tej modlitwie, to ja widziałem taki, czy inny dar, a na bierzmowaniu nic. To jak Duch Święty tam działa? – Oczywiście, że działa. To, co widzimy na modlitwie lata później, to najczęściej obudzenie tego, co zostało złożone w sakramencie chrztu i bierzmowania. Byłoby nam jednak łatwiej to pokazać, gdybyśmy mieli więcej ludzi, którzy tego doświadczają w rzeczywistości sakramentalnej. Oczywiście, że są takie osoby, ale ryzykuję stwierdzenie, że byłoby ich więcej, bo po prostu byliby gotowi na przyjęcie tego, czego Bóg chce im udzielić. Inna sprawa to brak przygotowania młodych ludzi – wypadałoby im przynajmniej pobieżnie wspomnieć o darach i charyzmatach Ducha Świętego, jakie mogą w sobie odkryć, dzięki łasce sakramentu bierzmowania.

 

Nie wiem, czy moje uwagi komuś posłużą. Mam cichą nadzieję, że tak, choć są gorzkie i krytyczne. Może dotrą przynajmniej do kilku osób odpowiedzialnych za przygotowanie do bierzmowania. Na sam koniec, chciałabym wspomnieć Kurs Katechumenalny u sióstr Jadwiżanek Wawelskich, w którym miałam łaskę uczestniczyć. Siostra Adelajda w piękny sposób mówiła o tym, dlaczego w pierwszych wiekach, tak wielkie znaczenie przywiązywano do stopniowej inicjacji w chrześcijaństwo. I skąd w ogóle wzięła się nazwa „sakramentów inicjacji chrześcijańskiej”. Poważne traktowanie ludzi i zapraszanie ich do rzeczywistości ważnej, tajemniczej, która kosztuje, przyciąga. Czytając współcześnie „Katechezy” Cyryla Jerozolimskiego i porównując z tym, jak my wprowadzamy ludzi w chrześcijaństwo, można odnieść wrażenie panującej obecnie niesamowitej infantylizacji. Mogliśmy sobie na nią pozwolić, wiedząc, że ludzie będą wzrastać i dojrzewać w chrześcijańskich rodzinach oraz regularnie praktykować. Że to właśnie tam uzupełnione będą ich braki. Dziś jednak sytuacja się zmieniła. Jest o wiele bliższa czasom Cyryla. Bycie katolikiem już nie jest oczywistością. Znacznie częściej stanowi znak sprzeciwu. Czy naprawdę niepiśmienni słuchacze Cyryla byli mądrzejsi od naszej młodzieży? Czy głoszenie im współczesnym językiem tego, co głosił Cyryl, jest dla nich naprawdę za trudne? Serio?

5 komentarzy

  1. Kamil M. Kamil M.

    Twoje uwagi przypominają mi anegdotę biskupa Roberta Barrona, który opowiadał, że kiedyś u brata trafił na stos książek swojej bratanicy, która akurat chodziła do liceum, wszystkie były elementem zajęć. Była książka o fizyce kwantowej, był Wergiliusz po łacinie, był Szekspir. A oprócz tego była książka do katechezy wyglądająca jak komiks dla 7-latków. Biskup biadał, że przecież takiemu umysłowi spokojnie możnaby dać św. Tomasza do czytania! Tymczasem karmi się go niegodną tego umysłu papką. I potem tacy ludzie kończą szkołę i myślą, że Kościół jest dla idiotów – i któż może ich winić, że tak uważają?

    • podterebintem podterebintem

      Dokładnie tak to wygląda. Tylko ujął to Pan po prostu dosadnie. 😉 Ale czasami tak trzeba. Tak na marginesie, w której ksiązce/publikacji bpa Barrona jest ta anegdotka?

      • Kamil M. Kamil M.

        Nie wiem, czy znajduje się ta anegdota w jakiejś jego książce, słyszałem ją parę razy na nagraniach, a ostatnio tutaj: https://youtu.be/nuYzb4Li9iY swoją drogą bardzo dobre wystąpienie i w sumie na temat 🙂

        • podterebintem podterebintem

          Dziękuję 🙂

  2. Ppp Ppp

    W sprawie wieku:
    Termin rozpoczynania czegokolwiek zawsze jest kompromisem. Na szczęście, w przypadku bierzmowania, termin nie przepada. W pierwszej klasie liceum chodziłem do szkoły na popołudnia i nie miałem czasu chodzić na spotkania. Poszedłem w drugiej klasie i było OK.
    W sprawie zdolności:
    Każdy ma swoją i nie ma się co obrażać, że ktoś inny uważa rzecz za zbyt trudną. Ja też czytywałem „trudne” książki w wieku kilkunastu lat, więc Panią rozumiem. Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać, że nastolatek ma ograniczoną ilość czasu i energii – mówiąc „za trudne”, może mieć na myśli „za trudne, by zrobić to szybko i z dobrym skutkiem – a na długotrwałe studiowanie nie mam czasu”. Reklamacje w tej sprawie należy kierować do Ministerstwa Edukacji.
    W sprawie treści przygotowań:
    Wspominam je bardzo dobrze, nie było rozmontowywania wszystkiego na czynniki pierwsze – same konkrety. Najlepiej wspominam lekcje o alkoholizmie, chociaż nie piję.
    W sprawie obowiązkowości:
    Formalne istnienie lub nie obowiązku nie ma znaczenia. Jak ktoś nie chce, ale jest zmuszany przez rodzinę – to jest problem. W pozostałych przypadkach problemu nie ma. Nie mam tu na myśli wielkiego pragnienia, raczej brak niechęci. Pamiętam, że większość podchodziła do sprawy obojętnie – po prostu kolejny obowiązek do załatwienia.
    W sprawie doświadczenia:
    Szczerze mówiąc wątpię, by ktoś jakoś szczególnie „doświadczał”, zwłaszcza w dniu imprezy. Rano pobudka, szybkie śniadanie, ubieranie się, marsz do kościoła, dwie godziny stania, marsz do domu, obiad z rodziną… W takim dniu nie ma chwili ciszy i spokoju – doświadczanie może być dzień przedtem lub potem. Albo wcale – jak wspomniałem, był to kolejny obowiązek.
    A na koniec:
    Bycie katolikiem już nie jest oczywistością – Zgoda. Ale czy to musi od razu musi oznaczać sprzeciw? W znakomitej większości przypadków – NIE. A historia „Strajku Kobiet” jednoznacznie uczy, że nawet przy silnym przekonaniu o konieczności sprzeciwu – trzeba brać pod uwagę koszty wywołanej awantury. I wtedy często wyjdzie, że nie warto. Jak mi się coś nie podoba, to po prostu odchodzę.
    Pozdrawiam.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *