Przejdź do treści

Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mt 9, 13)

W zeszłym tygodniu usłyszałam od jednego katolika, że łatwość w uznaniu Jezusa, w pójściu za Nim mają ludzie, którzy reprezentują sobą wysoki poziom moralny. Przyznam, że słuchając tego, poczułam zdziwienie, zaskoczenie, ale też złość i oburzenie. Chyba czytaliśmy inną Ewangelię… To zdanie broni się tylko wtedy, gdy mówimy o ludziach AUTENTYCZNYCH. Wolnych od obłudy. Wówczas, to prawda. Ale ci ludzie niekoniecznie zewnętrznie są „moralni” i „porządni”.

Jezus przyszedł do słabych. Przyszedł do grzeszników. Przyszedł do wszystkich, którzy są świadomi swojej nędzy. Może w jakimś sensie nieprzekraczalnej. Niepokonywalnej o ludzkich tylko siłach. Przyszedł do tych, którzy potrzebują łaski. Potrzebują zbawienia i zbawiciela. Kto jest przekonany o swoim nieskazitelnym etosie, ten nie potrzebuje zbawiciela. Zbawia się – w swoim mylnym przekonaniu – sam. Tylko to nie jest chrześcijaństwo.

Jezus przyszedł do anawim, do ubogich. Do tych, którzy nie mają nic. I gotowi są przyjąć dar. Przyszedł do celników i grzeszników. I otworzył im niebo. „«Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć (Mt 21, 31-32)”.

Największym grzechem jest pycha. Ona wiąże Bogu ręce. Bóg stworzył nas sam, ale nie może nas zbawić bez naszego udziału, jak mawiał św. Augustyn. Pycha zaślepia. Musisz chcieć dać się zbawić. Mojemu Bogu milszy jest alkoholik, świadomy swojego nałogu i słabości, wołający o zbawienie i pomoc, niż najbardziej szanowany sprawiedliwy i nienaganny obywatel miasta, który pyszni się swoim „dobrym życiem” i uważa, że nie potrzebuje nawrócenia. Pierwsze 3 kroki AA brzmią:

  1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu – że nasze życie stało się niekierowalne.
  2. Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek.
  3. Podjęliśmy decyzję, aby powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, tak jak Go rozumieliśmy

To samo tyczy się innych nałogów, ale i słabości, grzechów, utrapień. Ludzie świadomi swojej nędzy, całkowicie bezradni wobec własnej słabości, nie są łajdakami. Są chorymi, którzy potrzebują lekarza. Do nich przyszedł Jezus. A oni, przede wszystkim oni Go przyjęli, a nie najsprawiedliwsi ale i nieuatentyczni faryzeusze. Czy chcesz Go przyjąć? Jeśli tak, On już otwiera Ci drzwi Królestwa i czeka z najlepszą szatą i ucztą. Nieważne jak nisko upadłeś. Nie pozwól sobie wmówić, że jesteś łajdakiem, nikczemnikiem. Że już nie ma dla Ciebie ratunku. Że za późno. Że to nie ma sensu, bo przecież to tysięczny raz, kiedy znowu upadłeś. Nie daj sobie tego wmówić, nawet gdyby takie treści pochodziły z ust jakiegoś kapłana czy biskupa. Nie tak uczy Kościół. Jezus wyciąga do Ciebie rękę. Teraz. Chwyć ją. Od Ciebie zależy, czy się Mu powierzysz.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.