Przejdź do treści

Tomasz, którego Jezus też miłował

Tomasz był racjonalistą i sceptykiem od samego początku. Miał w sobie silne przekonanie, że ślepe podążanie za emocjami, prowadzi do ogromnych kłopotów. Dlaczego Izraelici zrobili cielca ze złota na pustyni? Bo nie mogli wytrzymać tęsknoty, dyskomfortu, brakowało im cierpliwości. Dlaczego w piątek tłum żądał śmierci Jeszuy? Bo uległ zbiorowemu szaleństwu, opartemu na lęku (ach, te emocje) przywódców o władzę. I urojeniach kilku z nich, jakoby Jeszua zagrażał cesarstwu rzymskiemu. A dzisiaj? Kobiety twierdzą, że grób jest pusty i biegają od ucznia do ucznia. Kobiety. Rozemocjonowane. To już wystarczy, by całą tę historię wziąć w wielki nawias. Reszta zaatakowała go dzisiaj „widzieliśmy Pana”. Ta, jasne. To nic innego jak zwidy. Emocje, emocje, histeria. Po prostu. On się na to nie nabierze. Pamięta, gdy zmarł jego brat bliźniak. Matka przez pół roku albo i dłużej wszędzie go widziała. Dzbanek spadł z okna, to brat na pewno coś chciał jej przekazać z zaświatów. Horror, który zakończyl się na szczęście wraz z tym, jak uporała się z żałobą. Już on to zna. Nie da się nabrać. Kiedy dzisiaj Piotr i reszta (Piotr to w jego mniemaniu doskonaly przykład człowieka, którym targają emocje i który bezwiednie im ulega. Bo czymże jest wołać „życie swoje oddam za ciebie”, by za kilka godzin powiedzieć „nie znam tego człowieka”. Emocje, ot i wszystko.) od progu zaatakowali go okrzykiem „widzieliśmy Pana”, zatkał sobie uszy. Potem spokojnie usiadł. Zacisnął zęby i chłodnym głosem wydusił: Mam tego wszystkiego dosyć! Rozumiesz to?
W jego oczach błyskał ogień złości.
Nie wierzę w te brednie i NIE UWIERZĘ! Rozumiesz? Nie interesuje mnie kogo widziałeś.
Uderzył pięścią o stół.
Jeśli własnej ręki nie włożę do jego boku i do ran na jego rękach po gwoździach NIE UWIERZĘ.
Jeszcze raz uderzył pięścią o stół.
Wariaci – ubrał płaszcz i wyszedł. Na progu odwrócił się i krzyknął: Nie zamierzam się tuż pojawiać tak długo, aż sam zachcę, albo Wam wróci rozum. Proszę, aby mnie odwiedzać i dać mi spokój. Przyjdę do was, to przyjdę, nie, to nie, Jasne?!
Wyszedł, trzasnąwszy drzwiami.
Szaleństwo, po prostu szaleństwo – mruczał pod nosem.
Zamiast wspominać mądre i racjonalne pouczenia, przypowieści, które przekazywał rabbi Jeszua, oni opowiadają, że On żyje i że Go widzieli. Komedia.
Cały tydzień postanowił spędzić z dawnym znajomymi. Chodził po mieście, spotykał się z przyjaciółmi, odwiedzał rodzinę. Próbował zapomnieć o tym wszystkim, co zaszło. Musi upłynąć trochę czasu, zanim da się normalnie rozmawiać z Piotrem i resztą. Z kobietami nie zamierza wcale.
Czas mijał mu spokojnie. Sen był dobry. Powoli układał sobie, co będzie dalej. Nadszedł w końcu czas zmiany dotychczasowego życia. Już nie będzie wędrownym uczniem rabbiego Jeszuy. Dręczyły go tylko plotki na mieście, pytania o to, czy to prawda, że grób jest pusty i że Jeszua ukazywał się swoim uczniom. Doszły go słuchy, że uczniowie wykradli ciało Jeszuy. W to nie wierzył. Piotr i reszta zachowują się jak szaleni, to owszem, ale nie zachowywaliby się tak, gdyby chwilę wcześniej sami zabrali martwe ciało Jeszuy. To nielogiczne. Znajomi pytali go, czy widział grób. Nie, nie widział. Zakłada, że jest pusty, w końcu skoro mówią o tym nawet strażnicy, nie ma z czym dyskutować. No ale co z tego? To, że grób jest pusty jest wprawdzie faktem, ale czy to oznacza, że Jeszua żyje, że zmartwychwstał? To jedynie jedna z możliwości. A On nie przyjmie żadnej możliwości bez dowodu. Zbywał więc znajomych stwierdzeniami: nie wiem do końca co zaszło, ani jak to wytłumaczyć. Powoli pytania stawały się jednak dręczące i drażniące. Chyba będzie musiał się wyprowadzić z najbliższej okolicy.
Pewnego dnia na modlitwie w synagodze ogarnęła go niepewność. Jeśli naprawdę reszta uczniów widziała Jeszuę?
Hmmm, mogli mieć przewidzenia.

Jeśli Jeszua naprawdę zmartwychwstał, to jest Mesjaszem, Synem Najwyższego. A skoro tak, to może wszystko uczynić. Jeśli mógł zmartwychwstać, to również może się mu ukazać. Ale nie tak po prostu. Pokaże Mu ręce, nogi i bok. Pozwoli dotknąć. DOTKNĄĆ. Tylko wtedy będzie miał dowód, że Jeszua nie jest zjawą, jak jego brat dla matki. Że ma ciało. Ciało jest materią, trzeba go dotknąć, by być pewnym, że jest ciałem, a nie ułudą. Jeśli nie dotknie, NIE UWIERZY.

Tyle mojej historyjki. Jak wiemy, Tomasz, otrzymał możliwość dotknięcia. I uwierzył. Ale On wierzył już wcześniej. Wierzył w Jezusa takiego, jakim On jest. Jezusa, który może wszystko, i który nawiązuje relację z człowiekiem. Przychodzi do każdego tak, jak danemu człowiekowi najłatwiej będzie Go przyjąć. Do intelektualisty przychodzi na drodze wiary, która szuka zrozumienia i wyjaśnienia.

W gruncie rzeczy Tomasz nie dowierza nie Jezusowi, a ludziom. Jezus wybrał także jego do grona apostołów. Doskonale znał jego umysł. W działaniu Boga nie ma przypadków. Tomasz miał dać szczególnie silne świadectwo. Pozornie silna wiara, niewyrażająca żadnych wątpliwości, wielokrotnie daje mniej przekonujące świadectwo, niż wiara osoby z natury sceptycznej. To dlatego wielu bardziej przekonują świadectwa wierzących uczonych, niż prostych ludzi. Jest coś ważnego w wierze takich ludzi jak Pasteur. Coś przekonywującego. Tomasz daje wyjątkowo wyraźne świadectwo zmartwychwstaniu Jezusa. Choć…gdybyśmy przyjrzeli się bardziej dokładnie, większość uczniów również najpierw niedowierzała. I to niedowierzanie wzmacnia siłę i wiarygodność ich późniejszego świadectwa.

„Venite post me, et faciam vos fieri piscatores hominum — pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi.

— Nie bez powodu Pan używa takich słów: łowiąc ludzi — tak jak ryby — należy ich chwytać za głowę! Jakąż ewangeliczną głębię ma “apostolstwo inteligencji”! (św. Joemaria Escriva, Droga, pkt. 978).

Jezus nie oczekuje, że Tomasz przestanie myśleć. Wychodzi mu na przeciw. Pozwala się dotknąć. I dziś musimy głosić Jezusa, jak mówił św. Dominik, wszystkim, wszędzie i na wszelkie sposoby. Nie możemy zatrzymać się na głoszeniu tym, którzy przyjmują łatwo, wierzą mocno i bez pytań. W Kościele muszą mieć miejsce tak jedni, jak i drudzy. Ci, którzy uwierzyli, choć nie widzieli, są błogosławieni. Ci, którzy wpierw muszą dotknąć, nie są wykluczeni. Jezus potrzebuje także ich.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.