Przejdź do treści

A zrównałeś ich z nami…

=Dlaczego tak często niektórzy podkreślają zasługiwanie na zbawienie? Na zbawienie nie można zasłużyć.

Czy najgłębszą przyczyną nacisku na „zasługiwanie” nie jest wyparty brak autentycznej miłości do Boga? Starszy syn mówi: tyle lat Ci służę, tyle lat… a Ty mi nawet koźlęcia nie dałeś, żebym się zabawił z przyjaciółmi.

Tyle lat Ci służę. Tyle lat jęczę i stękam pod Twoim jarzmem. I czuję się nim udręczony ponad miarę. A ten? A ten roztrwonił Twój majątek z nierządnicami…

On nie zasłużył na tę ucztę…

Kochasz Ty Ojca, czy tęsknisz za popełnianiem grzechów brata, ale nie umiesz się do tego przyznać?

A dziś robotnicy stękają: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”…

Nie zasłużyli na denara.

Cieszycie się z tego, że zostaliście pierwsi najęci, dostrzeżeni, obdarzeni zaufaniem i pracą, czy narzekacie, że nie mogliście bezczynnie spędzić dniówki?

Czy zawsze przypominanie o piekle, karze i Bożej sprawiedliwości wynika z troski o zbawienie dusz? A może czasami po prostu z podświadomego złorzeczenia i tęsknoty za grzechami? Z poczucia niesprawiedliwości: bo ja znoszę trudy, męczę się, nie mogę się „wyszaleć” jak oni, a mam dostać tyle samo? Ktoś musi zasłużyć, musi się tyle samo napracować, namęczyć, co ja.

Starszy syn i robotnicy pierwszej godziny myślą, że Ojciec i gospodarz są za bardzo miłosierni. A w swoim miłosierdziu są wręcz niesprawiedliwi. Ich uwaga nie jest skoncentrowana na bracie/innych robotnikach. Nie, ona jest skoncentrowana na przysłowiowym „końcu własnego nosa”. Nie widzą, że ci, którzy pracowali jedną godzinę, nie wybrali takiego losu. Nikt ich nie najął! To nie była ich wina. Pracowali CAŁY CZAS, jaki DANE IM BYŁO PRACOWAĆ. Wykorzystali czas w pełni. „Namęczyli się” w 100%. Więcej po prostu nie mogli.

Różne są obdarowania. Różne są cechy. Różne są zranienia. To, co Ty i ja widzimy jakże często miłosierdziem, może nawet zbyt wielkim miłosierdziem, w oczach Boga, który zna człowieka bardziej niż ten zna sam siebie, może być niczym innym, jak SPRAWIEDLIWOŚCIĄ. Ba, Jego miłosierdzie jest zawsze sprawiedliwe, a sprawiedliwość miłosierna.

Znasz brata tak jak Ojciec? Wiesz wszystko o pozostałych robotnikach? Czy myślisz tylko o sobie, porównujesz zapłaty, ale nie możliwości? Skąd wiesz, czy ten, który dał mniej niż Ty, nie dał całego swojego mienia?

Prawdziwa miłość do Ojca, do jakiej ma nas wychować Kościół, to miłość dla miłości. To miłość Jego Osoby, to pragnienie bycia z Nim. Bez względu na wszystko. To miłość, która nie zatęskni za odejściem, za grzechem, nawet gdyby ten grzech pozostał bez kary. Nie zatęskni, bo dla niej wartością jest ciągła jedność z Ojcem. I upatruje w jej zerwaniu cierpienie. Bo kocha. A kto kocha chce być przy ukochanym. Prawdziwa miłość żałuje odejścia „choćbyś za grzechy nie karał mnie, Panie”.

To prawda, że ciężko o taką miłość. Ja wciąż jej nie mam. Ale do niej ma nas wychowywać Kościół. Wieczne potępienie jest otwartą możliwością i niebezpieczeństwem. Dobrze, gdy kogoś ta perspektywa zachowa od odejścia od Boga. Ale nie taki motyw pozostawania z Nim w jedności jest docelowym dla chrześcijan. Warto zadawać trudne pytania, nawet jeśli odpowiedzi na nie są boleśnie odzierające z dobrego mniemania o sobie. I warto pamiętać, że to nie nasze wysiłki i nasze „męczenia” wysługują nam zbawienie. Zbawieni jesteśmy dzięki Jezusowej Krwi. A nasze dobre uczynki są owocem Bożej łaski. I naszym potwierdzaniem miłości do Ojca, a nie walutą, którą kupujemy niebo.

 

Jeden komentarz

  1. Ppp Ppp

    Proponuję sobie przypomnieć lekcje religii w podstawówce. Przed Pierwszą Komunią byłem uczony 130 pytań i odpowiedzi w stylu „co nakazuje Bóg z X-tym przykazaniu”, „Kto występuje przeciwko X-temu przykazaniu” itp. Tym sposobem wyrobiono we mnie „prawnicze” podejście i prawniczy system dowodzenia. Nie popełniłem zbrodni A, B, C, … X, Y, Z – Zatem kto mi coś zarzuca, ten albo czepia się bzdur albo kłamie. W obu przypadkach on jest winien, a nie ja.
    W dzieciństwie i młodości jesteśmy też uczeni, że „bez pracy nie ma kołaczy”, więc i zasada „zasługiwania na coś” wydaje się być naturalna.
    Zgoda, że obie zasady mają swoje wady i generalnie nie są uniwersalne. Nie można jednak mieć do nikogo pretensji, że tak uważa, bo tak został nauczony.
    A poza tym należałoby zauważyć, że „wieczne potępienie” jest NAJSUROWSZĄ możliwa karą. Należałoby zatem bardziej zaznaczać, że jest to miejsce dla największych ZBRODNIARZY, a nie straszyć nim wszystkich.
    Pozdrawiam.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.