Przejdź do treści

Pewne rekolekcje, czyli sumienie nie pozwala mi milczeć

                                             Pewne rekolekcje, czyli sumienie nie pozwala mi milczeć

Wiosna za oknem, wakacje tuż tuż… Myślę, że warto krytycznie patrzeć na ofertę letnich wyjazdów także tę płynącą ze środowisk kościelnych. Ze swojej strony najczęściej spędzałam wakacje właśnie na rekolekcjach, pielgrzymkach itp. Z całego serca polecam. Ale wybór nie może być bezkrytyczny. Warto zatroszczyć się o to, by udać się w miejsce z programem zdrowej duchowości i teologii.

Rok temu ze zdumieniem przecierałam oczy, widząc na Facebooku reklamę rekolekcji Ruchu Czystych Serc w Przytkowicach. Były to rekolekcje z dietą pani Dąbrowskiej, co oznacza prawie tzw. post Daniela. Przecierałam oczy, bo RCS ma także inne rekolekcje, które są zwyczajnym wyjazdem, bez żadnych diet czy postów. Kto wpadł na pomysł turnusów dietetyczno-postnych? Nie wiem. Jaki cel przyświecał temu pomysłowi? Również nie wiem. Sumienie jednak nie pozwala mi milczeć, bo zbyt dobrze wiem, jakie mogą być skutki takich ofert dla młodzieży. Na facebookowym profilu wspólnoty wyraziłam jasno swoje uwagi. Niestety widzę, że w tym roku rekolekcje również mają się odbyć, więc widocznie nie przekonałam organizatorów. Może uda mi się przynajmniej przekonać władze kościelne, duszpasterzy, rodziców, jak i samych młodych ludzi, że te rekolekcje to nie jest najlepszy pomysł.

Zastanawiałam się, czy w ogóle pisać ten artykuł. A może lepiej po prostu zgłosić sprawę biskupowi miejsca. Ale nie… wyobrażacie sobie, że jakieś liceum organizuje zieloną szkołę z dietą Dąbrowskiej? Jak zareagowaliby rodzice? Co mówiliby psycholodzy, psychiatrzy, lekarze? A tu już któryś raz z kolei i sytuacja trwa. Przypomnę, że Kościół nie wymaga w ogóle postu ścisłego od osób poniżej 18 roku życia… Sytuacja jest kuriozalna i smutna. Dlatego postanowiłam jednak zabrać głos.

O samej diecie dr Dąbrowskiej, co mają do powiedzenia dietetycy, a nie księża, informatycy, ślusarze czy przedstawiciele innych zawodów, warto poczytać tutaj: https://dietetycy.org.pl/dieta-dr-dabrowskiej/?fbclid=IwAR0KzJR9YVuUpNcNHC2G7mhxaxLZqo8WO_xZknujDDBsPom0cplVJkPeNDk

Problem leży jednak przede wszystkim w grupie docelowej, do której rekolekcje są kierowane. No właśnie: dla młodzieży. Na rekolekcje zaprasza się ludzi w wieku 16-35 lat. Ach, jaki wiek jest wiekiem zapadania na zaburzenia odżywienia? Sprawdźmy… „Anoreksja (jadłowstręt psychiczny) to problem, którego początek typowo ma miejsce w wieku nastoletnim, średnio pomiędzy 14. a 18. rokiem życia (https://www.mjakmama24.pl/nastolatek/zagrozenia/zaburzenia-odzywiania-u-mlodziezy-aa-fF9n-FYqc-DpXJ.html/ib-redirect/fvgxuuryozzfgudjjjutqrlllbbhs4ky)”. „Uśredniony wiek, w którym rozpoczyna się anoreksja, to 17 lat, a prawie zawsze choroba rozpoczyna się u dziewczyn przed 20 rokiem życia. (…) Bulimia jest bardziej powszechną chorobą niż anoreksja, zwykle występuje przed, lub tuż po 20 roku życia, w 90% atakuje kobiety. Bez względu na rodzaj zaburzenia odżywania, prawie zawsze rozpoczyna się ono od niewinnego odchudzania. Niestety, kończy się z różnym skutkiem – śmiertelność w anoreksji jest większa niż w przypadku innych zaburzeń psychicznych. Kryteria anoreksji i/lub bulimii spełnia aż ok. 5% całej populacji (https://www.apteka-melissa.pl/blog/artykul/zaburzenia-odzywiania-u-nastolatkow,505.html)” .

Mamma mia! Co mogło pójść nie tak? 😉

Chyba już sobie sami odpowiedzieliście.

Ale to nie koniec problemu. Czarę goryczy przelewa fakt łączenia, zwłaszcza w tym wieku, postu z tematem czystości. Tak, to prawda, że tego typu połączenia były obecne w chrześcijańskiej duchowości. Trzeba jednak zwrócić uwagę na kilka kwestii. Po pierwsze, jak we wszystkich dziedzinach ludzkiej wiedzy i działalności, do nieomal ostatniego i przedostatniego stulecia, badano i uwzględniano wpływ zjawisk na populację mężczyzn. Tak było i nie jest to winą Kościoła, a sytuacji społecznej. Ba, Kościół akurat często kobiety emancypował (na ówczesne rzecz jasna czasy). Post dla mężczyzny ma zgoła inne skutki niż dla kobiety. Zwłaszcza dla mężczyzny z nadwagą. W dodatku nie zaburza jego gospodarki hormonalnej (choć niedobór różnych składników odżywczych również u mężczyzn obniża płodność). A jeśli nieco zmniejsza libido, to obywa się to bez aż takich skutków ubocznych. Nie można się więc dziwić, że tego typu praktyki były powszechne w męskich zakonach. A że bezmyślnie kopiowano je także do tych żeńskich (choć żeby oddać sprawiedliwość trzeba KONIECZNIE wspomnieć, że wszyscy prawdziwi mistrzowie duchowości, od Ojców Pustyni poczynając na wielkich świętych karmelitankach kończąc, zawsze gorliwie poskramiali nie tyle żołądki, co ascetyczne zapały młodych adeptów klasztorów. Choć badań naukowych nie było, widzieli, że niejeden roztroił sobie organizm i w efekcie nie mógł już wypełniać swojego powołania, a nie o to nam chodzi). W przypadku kobiet sprawa jest jednak o wiele bardziej skomplikowana. Post zmniejszając masę ciała, zmniejsza także tkankę tłuszczową. Od czego zależne są typowo żeńskie hormony: estrogeny? Ano w dużej mierze od poziomu tkanki tłuszczowej. Gdy jest ona zbyt niska, organizm kobiety nie wytworzy odpowiedniej ilości estrogenów, bo nie do chodzi do owulacji. Czy wówczas libido nam spadnie? Bardzo często tak, bo w przypadku kobiet jest ono zależne i od poziomu estrogenów, jak i testosteronu (który kobiety mają również, choć w mniejszej ilości niż mężczyźni). Jest tylko taki problem, że skutkiem tego następuje rozchwianie gospodarki hormonalnej organizmu i teoretycznie możliwe poważne problemy z płodnością w przyszłości, zwłaszcza gdy kobieta na długie lata popadnie w anoreksję lub bulimię.

Niższa zawartość tkanki tłuszczowej może spowodować zmniejszenie się poziomu estradiolu, co z kolei prowadzi niekiedy do braku miesiączki przez trzy miesiące lub dłużej. Kiedy tkanka tłuszczowa kobiety wynosi mniej niż dwadzieścia jeden procent całkowitej masy ciała (norma zależy od wieku, ale kobietom między dwudziestym a trzydziestym dziewiątym rokiem życia zalecam od dwudziestu jeden do trzydziestu trzech procent, kobietom po czterdziestce lub starszym – od dwudziestu trzech do trzydziestu czterech procent), ośrodki kontroli hormonalnej w jej mózgu powstrzymują ją od wytwarzania wystarczającej ilości estrogenu, by mogło dojść do owulacji i pogrubienia  ściany macicy. Można to zaobserwować u kobiet zmagających się z anoreksją, bulimią i innymi zaburzeniami odżywiania. Ekstremalne treningi fizyczne są kolejną przyczyną ubytku tkanki tłuszczowej, co wyjaśnia, dlaczego wiele profesjonalnych sportsmenek nie ma miesiączki” (S. Gottfried, Sposób na hormony, wyd. Znak litera nova, Kraków 2020, str. 220-221). Obecnie wiemy, że zarówno nadwaga i otyłość, jak i niedowaga, skutkują poważnymi zaburzeniami hormonalnymi i zaburzeniami płodności u kobiet. Czy ktokolwiek sprawdza wagę dziewczyn i kobiet przyjeżdżających na te rekolekcje i to, czy mogą ewentualnie odnieść korzyści z tego postu (te z nadwagą i otyłością mogłyby)?

Zaliczam się do tej grupy dinozaurów, które uznają i wiarę i rozum, jak zachęcał do tego papież Polak. Rok temu skończyłam kurs nauczyciela naturalnej metody planowania rodziny Roetzera. Zacytuję więc z książki prof. Roetzera „Ja i mój cykl”: „Czynniki mogące spowodować rozregulowanie cyklu. Na pierwszym miejscu należy wymienić kuracje z postem oraz diety odchudzające w ich mniej lub bardziej rygorystycznej formie. Kiedy miesiącza się nie pojawi, kobiety wpadają w panikę, ponieważ nie kojarzą tego z dietą. Obserwacja cyklu wykazałaby, że temperatura utrzymuje się na niższym poziomie (…) Czy w końcu nastąpi wzrost temperatury z utrzymującym się wyżem termicznym i następującą po nim miesiączką, nie da się z góry przewidzieć. Przebiegi jednofazowe z pojawiającymi się krwawieniami śródcyklicznymi nie są rzadkością. Również nie da się przewidzieć czy i w jakim czasie po przerwaniu diety powróci prawidłowy cykl”.

No to teraz odpowiedzmy sobie na pytanie, czy taki sposób na zmniejszenie napięcia seksualnego u młodej dziewczyny, która być może w przyszłości będzie chciała założyć rodzinę i mieć dzieci, tym bardziej w czasach epidemii niepłodności, jest moralny. Dla mnie odpowiedź jest jasna: nie. Nawet  gdyby owej epidemii niepłodności nie było. I z pomocą przychodzi mi św. Jakub, bo niszczenie swojego zdrowia jest zabijaniem siebie (nie mówiąc o tym, że anoreksja jest często dosłownie po prostu samobójstwem na raty): „Ten bowiem, który powiedział: »Nie cudzołóż!«, powiedział także: »Nie zabijaj!« Jeżeli więc nie popełniasz cudzołóstwa, jednak dopuszczasz się zabójstwa, jesteś przestępcą wobec Prawa” (Jk 2, 11).

W całej układance jest jeszcze jeden istotny problem. Anoreksja ma często (choć oczywiście nie zawsze tylko, bo jej geneza jest złożona) w swoim podłożu nerwicę seksualną, a konkretnie, jak ściśle formułował to o. Karol Meissner, psychiatra: „Pragnienie zadowolenia seksualnego wyparte, stłumione jednak trwa i ujawnia się w rozmaity sposób. […] Kto stłumi pragnienie doznania seksualnego, może przejawiać je zastępczo na przykład w pojawieniu się chęci jedzenia albo posiadania. Są ludzie, którzy będą zewnętrznie czyści, ale będą się objadali. […] Przeciwnie może to stłumienie chęci doznania seksualnego przesunąć się na wszystkie zadowolenia. Ponieważ podstawową formą zadowolenia jest jedzenie […] wobec tego mamy wtedy negację w stosunku do jedzenia. Anoreksja jest nerwicą seksualną. […] Taka anoreksja typowa to jest po prostu stłumienie chęci doznania seksualnego przez rozszerzenie przyjemności na wszystkie przyjemności” (Psychologia płciowości, 2017, rozdz. 6. 21). Nie omieszkam nadmienić, że ten audiobook o. Meissnera wydało wydawnictwo Agape, powiązane z RCS. Przykre, że organizatorzy rekolekcji nie wyciągnęli z niego odpowiednich wniosków. O. Meissner mówi jeszcze w tym samym audiobooku, że często o anoreksji i bulimy myślimy w zupełnie innych kategoriach, a dziewczyny są zmuszane do jedzenia, żeby wyszły z choroby. Oczywiście to chroni od zagłodzenia się, niekiedy ratuje życie i zdrowie, jest więc często nieuniknione, ale dopóki nie zajmie się przepracowaniem tematu relacji do własnego ciała , kobiecości i seksualności, nie usunie się przyczyn zaburzenia. Często leczenie samych skutków, po prostu niewiele daje. Trzeba zejść wgłąb, do wskazanych przez niego przyczyn, żeby trwale wyjść z zaburzenia.

Przyczyny zaburzenia i jego skutki wzajemnie się zazębiają i tworzą błędne koło. Nadmierna seksualizacja naszej kultury, podobnie jak lękowe wychowanie i tabuizacja sfery seksualnej również odgrywa swoją negatywną rolę. Czasami zaburzenie dotyka dziewcząt molestowanych w dzieciństwie. Niektóre mogą odbierać nadmiar bodźców kulturowych jako molestowanie. Artykuł ten nie ma jednak na celu dogłębą analizę wszystkich aspektów zaburzenia, ale zwrócenie uwagi na jeden, wybrany  problem.

Młoda dziewczyna, mająca problemy w sferze seksualnej, jedzie na rekolekcje, gdzie zaznajamia się ją z drastyczną dietą, łącząc ją z mówieniem na temat czystości seksualnej. Po rekolekcjach odkrywa, że istotnie jakby łatwiej jej przezwyciężać pokusy cielesne, kiedy chudnie, bo z czego nie zdaje sobie sprawy, zanika jej owulacja i prawidłowy cykl miesiączkowy. No to chudnie coraz bardziej i bardziej. Do tego dochodzi lękowa osobowość lub wychowanie w domu w dziedzinie seksualności pozostawiające wiele do czynienia, różne mity na temat ludzkiego ciała, zniekształcenia poznawcze, obawy przed własną seksualnością, trudności z odróżnieniem grzechu od pokusy, lęk przed stawaniem się kobietą, zmieniającą się sylwetką i odkryciem w sobie pragnień seksualnych. Przed nią normalnie długa droga w procesie integracji swojej seksualności. Droga mozolna, trudna, naznaczona rozmaitymi problemami, a niekiedy grzechami, jak powie Katechizm Kościoła Katolickiego w punktach 2342-2343. Ale kto jej to powie? Skoro dorośli mają problem z tym, aby wszystko to sobie w głowie poukładać, jeżeli nie mieli naprawdę dobrego wychowania i startu w domu rodzicielskim. Często konieczna jest tu równoczesna praca spowiednika (roztropnego), psychoterapeuty, nauczycieli, rodziców, niekiedy seksuologa. A tu proszę: łatwe rozwiązanie. Mniej jeść. Jak myślicie? Które wybierze dziewczyna z przykładu? Dodam, że wśród chłopców również zdarzają się przypadki anoreksji, ale znacznie rzadziej i nie powodują aż takiego spustoszenia w układzie hormonalnym.

Podsumowując, uważam, że organizowanie takich rekolekcji, skierowanych do młodzieży jest niedopuszczalne. Oczywiście, wielu uczestników przejdzie je bez szwanku i nie popadnie w zaburzenia odżywiania. Jeśli jednak przytrafi się to choćby jednej osobie, ze względu na uratowanie tej jednej osoby przed cierpieniem, o którym nie mają pojęcia ci, którzy nie przeszli przez piekło zaburzeń odżywiania, należy zaniechać organizowania tych rekolekcji lub znacząco zmodyfikować grupę wiekową. W ogóle, uważam, że jeśli ktoś nie przeszedł zaburzeń odżywiania lub nie miał takie osoby w swoim bliskim otoczeniu, powinien się, nieco mniej grzecznie powiem, ZAMKNĄĆ w tym temacie. Osoby, które wyszły z tych zaburzeń, często po wielu latach terapii, mówią, że nie życzą tego piekła nikomu, nawet największym wrogom.

Kto jest dorosły i wybrał różne specyficzne formy życia, nie zamierza zakładać rodziny, nie obawia się o swoje zdrowie i płodność, czy po prostu jest bardzo dojrzały i umie odnaleźć umiar w poście i nie łączyć go z odrzuceniem własnego ciała i seksualności – ok, niech jeździ. Kto nie jest dojrzały, a z pewnością o grupie wiekowej 16-25 w tej kwestii nie można powiedzieć o dojrzałości i bezpieczeństwie (25-35 już bardziej, nadal z koniecznością zachowania świadomości ewentualnych skutków dla własnej płodności) – niech się powstrzyma. Podobnie tego typu rekolekcje, podobnie jak w ogóle posty, diety i głodówki pozbawione medycznego uzasadnienia, są odradzane każdemu, kto wyszedł z zaburzeń odżywiania. A organizatorów proszę o poważne rozważenie dalszego organizowania tych rekolekcji, także po to, aby nie ośmieszać wiary katolickiej, która naucza, że mamy szanować i V i VI przykazanie, a więc starać się żyć w czystości, pozostając zdrowymi a nie kosztem naszego zdrowia. Zdrowie lub czystość to fałszywa opozycja. Chrześcijaństwo jest religią koniunkcji, a nie alternatyw. Wśród alternatyw odnajdujemy najczęściej herezje. Tu najbliżej do gnostyckiego doketyzmu. Bardzo przykre, że RCS, popełniając takie błędy jak organizacja czy reklama wzmiankowanych rekolekcji, może sam szkodzić dobru, którego wiele czyni wśród młodzieży. Żeby oddać sprawiedliwość, muszę powiedzieć, że w piśmie „Miłujcie się” pojawiały się artykuły dotyczące zagrożenia związanego z zaburzeniami odżywiania. Tym bardziej, nie rozumiem tej sytuacji, zakładam dobre intencje i proszę o jej rozwiązanie.

 

 

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.