Przejdź do treści

Co Biblia mówi o seksualności?

 

Artykuł ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Adeste”, marzec 2021: https://adeste.org/co-biblia-mowi-o-seksualnosci/

Z jednej strony słyszymy, że w sferze seksualnej można absolutnie wszystko, z drugiej, że najlepiej by było, gdybyśmy nie odczuwali nawet pokus przeciw czystości. Jedna i druga strona niewiele wie o nauce Kościoła, ale obydwie są przekonane, że wiedzą bardzo dużo. Jedna strona powstaje w spotkaniu z drugą, są opozycją, ale symbiotyczną. Nie mogą bez siebie istnieć. Dyskutują ze sobą, myśląc, że dyskutują o Kościele i Biblii. Jest jednak zupełnie inaczej.

Problem może pozornie wydawać się sztuczny, a rozstrząsanie go niepotrzebne. Przecież wszyscy wiedzą, co Biblia mówi o seksualności. Czy na pewno? Kilka dni temu przeczytałam na jednym z katolickich forów dyskusyjnych na Facebooku pytanie: „Jak rozładować napięcie seksualne bez seksu? Co myślicie?”. Oprócz ciekawych i słusznych rad znalazły się między innymi takie: „Są na to leki. Tylko niestety na receptę. Ale nie niemożliwe do uzyskania”. Kolejna osoba pisze: „Są leki, ja brałam. Modlitwa też pomaga, a tak to np. ucieczka w inne sprawy, np. jedzenie czy sprzątanie, bo nie oszukujmy się, nie każdy jest fanem sportu, by się uciekać w sport”. Przetarłam oczy ze zdumienia. Dalej było tylko ciekawiej: „ucieczka w jedzenie? – Tak. – Nie polecam uciekać w jedzenie: zaburzenia odżywiania. – Trudno, wolę się nażreć czipsów od czasu do czasu niż…”. Napisałam swoją odpowiedź na te porady, wylogowałam się z Facebooka i wiedziałam już, o czym napiszę do najbliższego numeru „Adeste”.

Gdy kilka tygodni temu w Polsce stało się głośno o aktach apostazji, nauczanie Kościoła w sprawach seksualności zajęło poczytne miejsce wśród argumentów antykościelnych. Wiem, że ci ludzie poznali wypaczoną wizję seksualności. Ale ta wypaczona wizja istnieje naprawdę w środowisku katolickim. Jest spora grupa katolików, która się z nią utożsamia, nie wiedząc w ogóle, że ich przekonania nie są katolickie, nie mają też nic wspólnego z biblijną wizją ludzkiej seksualności. Uważam, że odpowiedzią na ten problem nie może być zatkanie sobie uszu albo skwitowanie krótkim: to nie jest nauczanie Kościoła. Tak, nie jest, ale nie tylko apostaci o tym nie wiedzą. Dlaczego wielu z nich przedstawiono błędne przekonania jako katolickie: w domu, na katechezie, ambonie czy w konfesjonale? Dlaczego na katolickich forach udziela się wyżej cytowanych porad? Piszą je młodzi katolicy. Ojciec Meissner w swoich wykładach Psychologia płciowości również zwraca uwagę na wiele błędnych przekonań dotyczących sfery seksualnej, które krążą wśród katolików i niestety czasami są źródłem małżeńskich problemów. Myślę, że pilnym zadaniem dla Kościoła jest powrót do źródeł. Potrzebujemy dziś przekazywać światu to, co o seksualności mówi Biblia, a za nią Tradycja Kościoła. To nauczanie jest prawdziwym znakiem sprzeciwu tak dla świata, jak i dla współczesnych, wewnątrzkościelnych „gnostyków”.

Jak brzmiało pierwsze błogosławieństwo?

Rozpocznijmy zatem naszą podróż do źródeł. Sięgnijmy do Biblii. Co niektórzy z nas myślą o grzechu pierworodnym? Istnieje taki mit: Współżycie seksualne rozpoczęło się po wygnaniu z raju, czyli jako owoc grzechu pierworodnego (Co jest herezją a co chrześcijaństwem, [w:] szansaspotkania.pl). I to już jest nieprawdą. Być może niektórzy poczują się zgorszeni, ale pierwsze zdanie, jakie Bóg wypowiada do stworzonego przez siebie człowieka, brzmi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1, 28). Grzech pierworodny ani nie polegał na współżyciu seksualnym, ani to współżycie nie pojawiło się dopiero po nim. Bóg od początku stwarza ludzi jako mężczyznę i kobietę, wraz z ich seksualnością i płodnością. Co więcej, Bóg błogosławi człowiekowi, zachęcając go do korzystania z daru seksualności i przekazywania życia kolejnym pokoleniom. Seksualność i to wszystko, co z nią się łączy, a więc także przyjemność seksualna, zostały stworzone przez Boga. Orgazm nie jest zjawiskiem diabelskim. Nie stworzyła go jakaś inna siła. To Bóg uczynił człowieka zdolnym do odczuwania doznania seksualnego. Jest ono dobre, chciane przez Boga, a jego miejscem ma być akt małżeński. I Bóg tym darem, połączonym z darem przekazywania życia, z płodnością, człowiekowi pobłogosławił. Grzech pierworodny ma swoje skutki w dziedzinie seksualności. Mówi o tym punkt 400. Katechizmu Kościoła katolickiego. Tutaj mają swoje źródło wszystkie nasze problemy z seksem, ale sam seks nie powstał po grzechu pierworodnym.

Co ma erotyk wspólnego z Bogiem?

Idąc dalej w naszą podróż przez Biblię, natrafiamy na księgę Pieśni nad Pieśniami. Co w niej znajdujemy? Opis zakochania, pragnienia spotkania z ukochanym i zjednoczenia cielesnego. Tak, Pieśń nad Pieśniami to erotyk. Biblia posługuje się erotykiem, aby ukazać relację miłości między Bogiem a Jego ludem, między Bogiem a każdym z nas. W Biblii małżeński akt seksualny nie jest postrzegany jako coś złego, brzydkiego, brudnego. Biblia zachęca nas do poznania Boga, a hebrajskie słowo jada mówi o poznawaniu w sensie czynnym i jest używane także w kontekście współżycia seksualnego (por. Cel pierwszy: poznanie mądrości – cz. 1definicja „poznanie”, [w:] biblia.start24.eu). Czyż to nie piękne, że Bóg chce być z nami tak zjednoczony i tak poznany, jak „poznają” siebie mąż i żona? Że chce odsłonić przed nami całą swoją intymność, swoją istotę?

Płodność powodem radości

W świecie biblijnym, zarówno tym starożytnym, jak i we współczesnej religijnej kulturze izraelskiej, płodność była i jest jednoznacznie postrzegana jako Boże błogosławieństwo i dar. Nie może być inaczej, skoro właśnie płodnością Bóg pobłogosławił pierwszych rodziców. Niepłodność była natomiast przeżywana jako hańba lub kara. Przykład tego widzimy w biblijnych historiach – modlitwa Anny, żony Elkana (por. 1 Sm 1 i 1 Sm 2, 5-7), cierpienie Elżbiety i Zachariasza (por. Łk 1, 25). Psalmy, mówiąc o szczęściu ludzi bogobojnych, opisują udane życie małżeńskie, pobłogosławione przez Boga licznym potomstwem (np. Ps 128). Biblijna wizja seksualności to radość z bycia płodnym. Jest w opozycji do antykoncepcyjnej mentalności współczesnego świata. Łączy się z pełnym przyjęciem i zaakceptowaniem własnej płci i ciała z jego funkcjami. Warto wspomnieć, że przymierze Boga z Abrahamem w pierwszej kolejności, literalnie, jest związane z obietnicą potomka – por. Rdz 17, 4-8.

Naturalne pragnienia

Biblia nie dostrzega niczego złego w pragnieniu małżeńskiego współżycia. W jednej z najbardziej wzruszających w Biblii scen stary Tobiasz i Sara błagają Boga o uzdrowienie. Bóg posyła anioła Rafała, aby uleczył ich obydwoje, a wysłuchanie modlitwy Sary to wysłuchanie błagania o szczęśliwe małżeństwo, o udane współżycie, które do tej pory nie miało miejsca w jej życiu (por. Tb 3). Bóg wysłuchuje tej prośby, nie widzi w niej niczego złego. Gdy córka Jeftego Gileadczyka staje się ofiarą nierozważnego przyrzeczenia własnego ojca, przed śmiercią, w żałobie, udaje się w góry. Przyczyną cierpienia dziewczyny jest to, że umrze jako dziewica, nie doświadczywszy małżeńskiego współżycia (por. Sdz 11, 37-40). Ból i żal niespełnionego pragnienia córki Jeftego nie są, jak widać, brudne i grzeszne. Tak, kochająca Boga kobieta czy mężczyzna ma prawo pragnąć szczęśliwego życia seksualnego w małżeństwie i ma prawo prosić o nie Boga. Wolą Bożą jest, aby powołani do małżeństwa byli szczęśliwi także w małżeńskim współżyciu.

Błędnie myśli się, że popęd seksualny to grzech i że idealny chrześcijanin jest aseksualny. Nawet jeżeli można znaleźć takie wątki u niektórych świętych, nigdy nie stały się one częścią Tradycji Kościoła. Człowiek został stworzony i w swej ludzkiej naturze, mężczyzny lub kobiety, powołany do małżeństwa. Wartość celibatu nie bierze się z rezygnacji z tego, co złe, brudne i grzeszne, ale z rezygnacji z dobra. Z wyrzeczenia. Celibat ma być znakiem rzeczywistości eschatologicznej, życia wiecznego. Zmartwychwstali po Paruzji nie będą się już żenić ani za mąż wychodzić (por. Mk 12, 18-27). Celibatariusze mają antycypować tę rzeczywistość na ziemi, będąc znakiem, wskazując na istnienie przyszłego świata i wartości większych niż doczesne. Celibat nie może być wybierany z pogardy lub obrzydzenia do małżeństwa.

Kiedy pojawia się grzech?

Grzechem jest dobrowolne wystawianie się na bliskie okazje do grzechu, ale to coś zupełnie innego niż odczuwanie popędu seksualnego lub fizjologicznych reakcji własnego organizmu. Są one zwyczajnymi oznakami zdrowia. Grzechem przeciw szóstemu przykazaniu jest tylko myśl lub czyn, które podejmujemy w sposób całkowicie świadomy i jednocześnie całkowicie dobrowolny. Nie ma żadnego uzasadnienia dla zażywania leków, które miałyby na celu zmniejszenie popędu seksualnego (poza stwierdzonymi przez lekarza chorobami) po to, aby nie odczuwać pokus cielesnych albo wyciszyć naturalne, fizjologiczne reakcje własnego organizmu. Co więcej, takie postępowanie u osób młodych lub dojrzałych, może zniszczyć ich zdrowie i okaleczyć, czyniąc niezdolnymi do małżeństwa.

Kto uważa, że można łamać piąte przykazanie, aby zachować szóste, mija się z nauczaniem Kościoła. Pisze o tym św. Jakub: „Ten bowiem, który powiedział: »Nie cudzołóż!«, powiedział także: »Nie zabijaj!« Jeżeli więc nie popełniasz cudzołóstwa, jednak dopuszczasz się zabójstwa, jesteś przestępcą wobec Prawa” (Jk 2, 11)Prócz tego warto przypomnieć, że czystość nie polega na braku pokus. W apoftegmatach Ojców Pustyni czytamy: „Abba Antoni powiedział do abba Pojmena, że takie oto jest wielkie dzieło człowieka: winę swoją na siebie zawsze brać przed Bogiem, a pokusy spodziewać się aż do ostatniego oddechu. Ten sam powiedział: »Nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego niewypróbowany. Zabierz pokusy – rzecze – a nikt nie będzie zbawiony«” (Apoftegmaty Ojców Pustyni, t. 1, 2007, pkt. 4-5). Jezus Chrystus, przyjmując ludzką naturę, przyjął ją w całej pełni. Był do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu. Jego samego nie ominęły różne pokusy. Skąd więc u części katolików pragnienie odczłowieczenia? Jezus stał się człowiekiem, aby nasze człowieczeństwo przebóstwić, a nie, aby je nam zabrać. Jego wcielenie i nasze zadanie stawania się coraz bardziej nowym stworzeniem ma polegać na integracji swojej osoby, także seksualności, a nie na jej likwidacji. Mamy starać się przemieniać wszystkie rzeczywistości ziemskie i oddać Bogu chwałę całym swoim człowieczeństwem. Gdyby Bóg chciał nas aniołami, stworzyłby nas nimi. Bóg chciał nas jednak ludźmi. Nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego. Nie możemy czynić z niego narzędzia grzechu ani nim pogardzać. Mamy chwalić Boga w naszym ciele (por. 1 Kor 6, 12-20).

A co z Kazaniem na Górze?

Tendencyjna i wyrywkowa lektura Kazania na Górze (por. Mt 5, 27-30) mogłaby skłaniać do błędnych, przeciwnych wniosków. Tak też się działo i dzieje nadal. Stąd powstało przekonanie, że aby nie złamać szóstego przykazania, człowiek ma prawo nawet się okaleczyć (czyli złamać przykazanie piąte). Podobne teorie, jak i głoszące je sekty, np. sekta walezjan, zostały potępione na soborze nicejskim. I nie gdzie indziej, jak w Nowym Testamencie, możemy znaleźć sprzeciw wobec twierdzenia, że seksualność jest czymś brudnym i grzesznym, a małżeństwo niegodnym. W Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tm 4, 3) Święty Paweł jasno ostrzega przed wspomnianymi przekonaniami. Miały one swoje źródło nie w chrześcijaństwie, ale w starożytnej gnozie. Paweł wyraźnie wskazuje, że Bóg obdarza jednych większą popędliwością, innych mniejszą (por. 1 Kor 7, 7). Dla tych pierwszych małżeństwo zdaje się właściwszą drogą, a w nim seksualność nie tylko jest prawem i możliwością, ale czymś, co w sposób istotny różni je od innych relacji międzyludzkich. To przekonanie znajduje swoje odzwierciedlenie w prawie kanonicznym. Małżeństwo zawarte, ale niedopełnione aktem seksualnym, może być uznane za nieważne na podstawie tzw. dyspensy super rato. Współżycie nie jest czymś drugorzędnym, obojętnym, co może być albo i nie, w małżeństwie. Oczywiście zawsze chodzi o współżycie na sposób ludzki, co w jasny sposób wyklucza przymus, gwałt. Jednakże obojętność, niechęć do współżycia małżeńskiego wskazuje na poważny problem między małżonkami, który czasami wymaga profesjonalnej terapii.

Jedna siła

Skąd trudności w przyjęciu nauczania biblijnego? Często postrzegamy naszą seksualność jako źródło problemów, a nie siłę witalną drzemiącą w nas. Pięknie na ten temat pisze ks. Grzywocz: „Tu chodzi także […] o zaufanie do własnej seksualności […], płodności człowieka, jej kreatywności, która nie ogranicza się tylko do aktu seksualnego w małżeństwie, ale jest źródłem wszelkiej kreatywności, także duchowej. Mamy tylko jedno źródło kreatywności, płodności, nie mamy trzech różnych źródeł – duchowego, fizycznego i psychicznego. […] Jest jedno źródło. Jedna seksualność i jedna płodność, która rodzi, stwarza, kreuje” (Jak smakować życie, 2020, s. 33). Nie ma takiej możliwości, że usuniemy z siebie seksualność i nie ucierpią inne sfery naszego życia. Człowiek jest jednością fizyczno-psychiczno-duchową. Bez wątpienia będziemy zbierać gorzkie owoce takich prób – regres osobowości, depresja albo nerwice. „Jeśli chodzi o seksualność, należy traktować ją jako normalną rzekę życia, która ma prawo płynąć, jest czymś dobrym, pięknym. […] Jeśli rzekę się tłumi, to ona albo wysycha, albo wylewa. Tymczasem ona powinna spokojnie płynąć. Jeśli człowiek będzie bał się swojej seksualności, dojdzie do kompulsyjnego autoerotyzmu, obsesyjnego korzystania z pornografii. A to nie ma nic wspólnego z dobrym przeżywaniem seksualności” (Patologia duchowości, 2020, s. 90).

Jak kończy się walka na oślep?

Mówiąc o nerwicach, nie sposób pominąć nerwic seksualnych, jakimi są zaburzenia odżywiania. Muszę zareagować, kiedy ktoś poleca młodym ludziom objadanie się albo przeciwnie – głodzenie jako sposób na nieuleganie pokusom przeciw czystości. Tego typu „rozwiązania” są grzechem przeciw piątemu przykazaniu. Nie pojmuję, jak można polecać jeden grzech w zamian za drugi, o czym już wcześniej pisałam. Polecam uwadze wspomniane na początku wykłady o. Meissnera Psychologia płciowości, wydane w formie audiobooka. Mówi on m.in. tak: „Pragnienie zadowolenia seksualnego wyparte, stłumione jednak trwa i ujawnia się w rozmaity sposób. […] Kto stłumi pragnienie doznania seksualnego, może przejawiać je zastępczo na przykład w pojawieniu się chęci jedzenia albo posiadania. Są ludzie, którzy będą zewnętrznie czyści, ale będą się objadali. […] Przeciwnie może to stłumienie chęci doznania seksualnego przesunąć się na wszystkie zadowolenia. Ponieważ podstawową formą zadowolenia jest jedzenie […] wobec tego mamy wtedy negację w stosunku do jedzenia. Anoreksja jest nerwicą seksualną. […] Taka anoreksja typowa to jest po prostu stłumienie chęci doznania seksualnego przez rozszerzenie przyjemności na wszystkie przyjemności” (Psychologia płciowości, 2017, rozdz. 6. 21).

Głodzenie bywa mylone z postem. Celem postu nie jest jednak zniszczenie siebie i swojego ciała. To cel anoreksji. Celem postu jest wyrzeczenie ze względu na Boga, nauka odraczania gratyfikacji i ćwiczenie silnej woli. Post nigdy nie może prowadzić do problemów zdrowotnych. Głodzenie się w ramach „walki o czystość” to niszczenie nie tylko swojego zdrowia fizycznego, ale i psychicznego. Z całą pewnością Bóg nie chce, abyśmy byli czyści wskutek niszczenia swojego zdrowia anoreksją, bulimią albo objadaniem się. Bóg chce, aby nasza osobowość była dojrzała. Abyśmy jako ludzie zdrowi i dojrzali umieli mądrze i moralnie korzystać z seksualności. Wolą Bożą nie jest wpędzanie człowieka w chorobę. Czystość nie jest czymś osiąganym na drodze zranienia własnej psychiki. Dotykamy delikatnej kwestii – co jest jeszcze ascezą, a co już zaburzeniem. Myślę, że także spowiednicy i duszpasterze powinni bardziej zwracać uwagę na te problemy. Bywa, że młody człowiek ma błędne, wypaczone spojrzenie na własną seksualność i próbuje zdobyć cnotę czystości przesadną ascezą. Może powoływać się na świętych, mówić o poście itp. Jednocześnie ma już niedowagę, niedobory pokarmowe, ciągle choruje. A po zbadaniu przez psychiatrę spełnia kryteria anoreksji.

Co zatem czynić?

Myślę, że istotnym problemem jest to, że nie traktujemy zdobywania cnót na sposób sportowy. Nie chcemy dać sobie czasu, nie podchodzimy do siebie i innych jak dobry nauczyciel do uczniów. A kiedy już nam się uda coś osiągnąć, myślimy, że wykonaliśmy zadanie i możemy osiąść na laurach. Tymczasem Katechizm Kościoła katolickiego mówi w punktach 2342-2343: „Panowanie nad sobą jest zadaniem długotrwałym. Nigdy nie należy uważać, że zdobyło się je raz na zawsze. Zakłada ono wysiłek podejmowany we wszystkich okresach życia (Por. Tt 2, 1-6). Wymagany wysiłek powinien być bardziej intensywny w pewnych okresach – gdy kształtuje się osobowość, w dzieciństwie i w młodości. W dziedzinie czystości znane są prawa wzrostu, który dokonuje się etapami naznaczonymi niedoskonałością i dość często grzechem”.

Człowiek cnotliwy i czysty formuje się dzień po dniu, podejmując liczne i dobrowolne decyzje; dlatego poznaje, miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swojego rozwoju” (Familiaris consortio, 34). I znów oddajmy głos o. Meissnerowi: „Spotkać się można z opinią, że z trudnościami seksualnymi należy walczyć. Trzeba sprawę postawić inaczej: mianowicie, należy się rozwijać, z tych trudności trzeba wyrastać. Są one bowiem wyrazem swego rodzaju niedojrzałości. Jeśli zatem ma być mowa o walce, to trzeba by przez nią rozumieć wysiłek wkładany w wyrastanie do pełni człowieczeństwa, a więc w rozwój przyjaźni z Najwyższym i z ludźmi, w rozwijanie uzdolnień, doskonalenie umiejętności. Ten wysiłek przynosi wiele radości, która zawsze towarzyszy czystości” (O samogwałcie czyli masturbacji, [w:] mateusz.pl).

Sądzę, że w dzisiejszych czasach potrzeba nam w Kościele autentycznej wierności Biblii i Tradycji. Wierność ta wymaga odróżniania, co jest nauczaniem Kościoła, a co jedynie opiniami poszczególnych księży, świeckich, teologów. Potrzebujemy również autentycznego dialogu Kościoła z nauką, w tym z takimi naukami jak psychologia i seksuologia. Dialog ten ma miejsce. Reprezentują go cytowani przeze mnie autorzy, jak i wielu innych. Uczciwie prowadzony dialog nie prowadzi do umacniania, lecz do rozwiązywania pozornych sprzeczności i konfliktów. Najczęściej powstają one na styku nie nauki świeckiej i katechizmowej, ale naszych ludzkich wybiórczych opinii zarówno na temat nauki, jak i moralności. Trzeba pilnie przedstawiać seksualność w całej prawdzie. A ta prawda to afirmacja. To wskazanie na błogosławieństwo płodności, na wyniesienie małżeństwa nieodłącznie związanego z seksualnością do rangi sakramentu. W takim ujęciu cnota czystości, sakrament małżeństwa, wierność i płodność mają szansę na nowo stać się atrakcyjne. Smutno mi, gdy rozmawiam z katolikami wierzącymi, że Bóg stał się człowiekiem, a mimo to postrzegającymi swoje ciało jako zagrożenie i obrzydliwość. A przecież my „nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6, 12).

PS. Od jednej osoby otrzymałam komentarz na temat złożoności przyczyn zaburzeń odżywiania (że w tekście zabrakło informacji, że wzmiankuję jedną z kilku przyczyn). Zgadzam się. W moim artykule przedstawiam jedną z przyczyn, podkreślaną zwłaszcza w podejściu psychoanalitycznym, z racji na temat przewodni tekstu. Nie oznacza to redukcji przyczyn tego problemu do tej jednej. Po prostu tutaj zwracam uwagę na jedną z nich.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *